Dlaczego to zawsze ja mam pecha? W moim życiu było tyle nieszczęść. Straciłam brata, dziadków, właśnie wracam z pogrzebu rodziców. Po prostu tragedia za tragedią. Nie mam przyjaciół, wszyscy znajomi odwrócili się ode mnie wraz z chłopakiem, który był moją jedyną podporą. To świadczy tylko o tym, że nie byli prawdziwymi przyjaciółmi. Jestem jedynym spadkobiercą, wszystko należy do mnie:dom, samochody, firma rodziców. Niestety nie jestem pełnoletnia i opiekę nade mną będzie sprawował daleki kuzyn Joseph Goodwin. Kojarzę gościa tylko z opowiadań lecz nigdy go nie widziałam. Wiem tylko tyle, że nadal przez jakiś czas będę mieszkała u siebie w domu a później przeprowadzę się do jego willi w Wielkiej Brytanii. Będzie to dla mnie trudny okres, nawet biorąc po uwagę przeprowadzkę na inny kontynent. Mam na imię Roksana i aktualnie jestem najnieszczęśliwszą osobą na świecie. Sama nie wiem czemu tak pomyślałam, ale niestety to sama prawda.
Stoję pod domem, pod tym samym domem, w którym jeszcze dwa miesiące temu znajdowała się cała moja rodzina. Teraz nie mam nikogo. Za drzwiami czeka na mnie pustka, samotność i wspomnienia, o których wolałabym teraz nie myśleć. Więc czy warto tam wchodzić? Oczywiście, że nie, dlatego pójdę nad rzekę i tam spokojnie o wszystkim pomyślę. Nie miałam daleko ale szłam około 10 minut. Rozmyślałam o tym co było, jest i będzie. O tym że nie mam przy sobie nikogo kto mógłby mnie pocieszyć. Więc czy jest jakikolwiek sens w tym by nadal zmagać się z tymi wszystkimi problemami? Czy nie byłoby łatwiej po prostu skończyć ze sobą?Przecież to takie proste wystarczy odrobinę trucizny, nóż czy nawet zwykłe utonięcie. W pobliżu jest most z którego byłoby to możliwe. Nie tracąc czasu ruszyłam w jego stronę. Wydawało mi się, że ktoś mnie śledzi. Przestałam myśleć racjonalnie, liczyło się to co jest tu i teraz. Z każdym kolejnym krokiem byłam bliższa śmierci. Zginęli już wszyscy, może i ja powinnam umrzeć? Tak to właśnie o to chodziło. Los nie dał sobie ze mną rady ale spokojnie ja mu pomogę. Nigdy wcześniej o tym nie myślałam, to przyszło jak natchnienie, nagle i niespodziewanie. To jest moja droga ucieczki. Uciekam przed problemami i światem, przed wszystkim co mnie przytłacza.
I w końcu zobaczyłam most a pod nim szeroką rzekę z rwącą wodą. Poczułam przypływ adrenaliny i przyspieszyłam. Byłam już na moście, wychyliłam się przez barierkę. Dotarło do mnie, że nie powinnam, że muszę stanąć na przeciw światu i pokonać wszystkie trudności. Jednak sama nie dam rady, nie mam wystarczająco dużo siły. Ja po prostu nie umiem, zawsze tylko przeczekiwałam, aż problemy same odejdą, miną. I odchodziły wtedy było wspaniale, tak beztrosko i bezpiecznie, to było dla mnie jak ukojenie. To nie czas na rozmyślanie o tym. Już postanowiłam, że skoczę, że zapomnę. Nikt nie będzie za mną płakać. Nikt, bo nikogo już nie mam więc i mnie nie powinno już być.
Przede mną była barierka, a za nią tajemnica. Nie mam zielonego pojęcia co stanie się ze mną po skoku. Czy będę szczęśliwa, czy pogrążona w żałobie. Nikt nie potrafi udzielić odpowiedzi na to pytanie. Dlatego powoli przechodziłam za barierkę. Przed oczami miałam wodę, w której umrę. Wcześniej nie zastanawiałam się nad tym jak umrę, ale po co żyć gdy nie masz dla kogo. Po się trudzić jeśli i tak nikt nie pochwali twojego wysiłku. I pod wpływem chwili zrobiłam krok do przody i spadałam. Czułam się wolna oraz bezradna. Nie mogłam już się cofnąć. Nie mogłam zrobić kroku do tyłu i znów stać na moście. Nagle mocne uderzenie, przebiłam się przez powierzchnię wody i znów spadam tym razem wolniej bardziej monotonnie. Ból głowy i ostre kłucie w płucach, zaczynało mi braknąć tlenu. Przestałam dobrze widzieć, miałam czarne plamy przed oczami. Nie potrafiłam wykonać ani jednego ruchu. Nie żałuję swojej decyzji. Jednak chciałabym w tej chwili przeprosić mamę za to, że dała mi życie, a ja popełniam samobójstwo. Nastała pustka i ciemność. Nie myślałam już o niczym. Oczy i słuch przestały funkcjonować. Podążałam w stronę otchłani, która z każdej strony mnie otaczała. Chciałam już zasnąć, żeby wszystko się skończyło. Pragnęłam tego ze wszystkich swoich sił. Nadeszła upragniona chwila. Wszystko się skończyło. Słyszę głos ojca, który prosi mnie bym do niego wróciła. Prosi mnie żebym się nie poddawała. Błaga mnie abym nie umarła w taki sposób, nie z własnej woli. Zlitowałam się nad nim i obiecałam, że nie umrę. Dotarło do mnie, o co mnie poprosił. On nie chce bym umarła. Ale jest już za późno. W myślach już dawno umarłam jednak ciało nadal żyło. Żyło ponieważ czułam jak ktoś łapie mnie za ramię i ciągnie w górę, siłą zabiera mnie do świata żywych.